100%

Ghislaine de Féligonde – heroiczna dama czy słodkie dziecię?

Ghislaine de Féligonde – heroiczna dama czy słodkie dziecię?

     Róża o imieniu ‘Ghislaine de Féligonde’ jest często wymieniana jako przykład bardzo dobrej róży, która nosi nieco niezgrabne imię. Chociaż, może należałoby wymawiać je bardziej melodyjnie, tak jak zwykła to robić Pani Féligonde czyli „Helaine”? A może wystarczy znać historię tego imienia, by nabrało dla nas zupełnie innego znaczenia?

     Róża w Polsce pieszczotliwie nazywana przez niektórych „Gizelką”, to jedna z niewielu odmian ramblerów, która powtarza kwitnienie i na dodatek charakteryzuje się niekwestionowanym urokiem. Jak to się stało, że to właśnie imię ‘Ghislaine de Féligonde’ trafiło do tej niezwykłej róży? Zostało nadane, trochę pod presją czasu i wyniku pewnego zbiegu okoliczności. Gdy w 1916 roku rambler Eugene Turbata wygrał „Certficiate of Merit” podczas francuskiego konkursu róż w Bagatelle, nie miał jeszcze imienia. Zasady konkursu mówiły jednak wyraźnie, że nagroda może być przyznana jedynie różom już nazwanym. Wbrew pozorom niełatwo jest szybko znaleźć dobre imię dla nowej odmiany, o czym wie każdy hodowca. Tego samego dnia, podczas lunchu Turbat usłyszał jednak historię, która była na ustach całego, ówczesnego Paryża – o pewnej wyjątkowej, odważnej kobiecie. Jej mąż hrabia i oficer de Féligonde został ciężko ranny w bitwie i porzucony przez swoich towarzyszy broni na ziemi niczyjej, miejscu starć dwóch armii. Nikt nie miał odwagi wrócić po hrabiego ryzykując własnym życiem. Jeszcze tego samego wieczoru, jego oddana żona Ghislaine, sama przekroczyła linię frontu i narażając się na ostrzał, odnalazła hrabiego i własnymi siłami przeciągnęła rannego do bezpiecznej strefy. Opatrzyła rany, ratując mu tym samym życie. W chwili poznania tej historii, Eugene Turbat wiedział, że oto znalazł imię dla swojej zwycięskiej róży – ‘Ghislaine de Féligonde’. Miłym akcentem jest, że hrabina Ghislaine wraz z mężem dożyli szczęśliwie sędziwego wieku i oboje byli miłośnikami róż…

Ghislaine de Feligonde w swoim ogrodzie, około 1930 r

Ghislaine de Feligonde w swoim ogrodzie, około 1930 r

     Ta piękna historia… jednak nie jest prawdziwa, chociaż jest wyjątkową legendą mówiącą o miłości, oddaniu i poświęceniu. Fakty historyczne nie pozwalają nam w nią wierzyć, a przynajmniej nie do końca, ponieważ Ghislaine w 1916 roku miała zaledwie dwa lata! Mało zatem prawdopodobne jest, aby była zamężna, a na dodatek wykazała się heroizmem na polu walki. Dziewczynka była córką hrabiego Charlesa de Féligonde i Odetty de Martel, mieszkali w Paryżu i często w swojej wiejskiej posiadłości Chantemesle, niedaleko Chartres. Wakacje spędzali także w zamku wujka Ghislaine – Gabriela de St Ferriol w St Martin d’Uriage w alpejskiej części Francji. Posiadłość trafiła w ręce Ghislaine, jako że była jedyną spadkobierczynią wujka Gabriela… Tutaj w historii pojawia się słynny architekt krajobrazu Jean-Claude Nicolas Forestier – przyjaciel hrabiego Féligonde i jego żony, ale także Eugene Turbata. To właśnie dzięki tej znajomości wyjątkowa róża znalazła swoje imię.

Wiejska posiadłość Chantemesle

 

Jean-Claude Nicolas Forestier

      Forestier tworzył ogrody od Hiszpanii po Maroko, od Nowego Jorku po Buenos Aries, był również naczelnym konserwatorem zielni w Paryżu. Dzięki jego staraniom ocalono popadające w ruinę ogrody w Bagatelle pod Paryżem, gdzie architekt na początku XX wieku przeprojektował ich układ dodając słynny dzisiaj ogród różany. Żwirowe ścieżki i formowane w najróżniejsze kształty topiary stanowiły tło dla ponad 1500 róż. Forestier był również miłośnikiem różanych odmian, potrafił je doskonale oceniać. W 1907 roku, nowy, różany ogród w Bagatelle stał się miejscem międzynarodowego konkursu róż, który odbywa się co roku do dzisiaj. Tutaj pojawia się również ziarno prawdy z naszej legendy. Eugene Turbat rzeczywiście w 1916 roku zgłosił do konkursu różę oznaczoną jedynie numerem indentyfikacyjnym. Zdobyła ‘Certificate of Merit’, ale nagrodę mogła otrzymać jedynie mając nadane imię. Forestier czynnie uczestniczący w ówczesnych konkursach pamiętał o uroczej córeczce swoich znajomych – hrabiostwa de Féligonde i zasugerował hodowcy imię dziewczynki ‘Ghislaine de Féligonde’ tworząc tym samym różaną matkę chrzestną dla swojej ulubienicy. Tym oto zwyczajnym zbiegiem okoliczności i dzięki przyjaźni Forestiera z Turbatem i rodziną Féligonde wyjątkowy rambler otrzymał swoje imię.

Ogród różany w Bagatelle, na pierwszym planie róża 'Ghislaine de Féligonde'

     Jednak legenda ma w sobie jeszcze jeden ślad prawdy. Hrabia Féligonde rzeczywiście został ciężko ranny w bitwie, tyle, że był to ojciec Ghislaine, nie jej mąż. Z pewnością jednak ani jego córka, ani żona nie ratowały go z pola bitwy, to już jest paryska opowieść. W tamtych czasach krążyło ich mnóstwo o wyjątkowych bitwach, cudownych ocaleniach i tajemniczych postaciach ratujących żołnierzy będących na skraju życia i śmierci. Prawdopodobnie na tej podstawie stworzono historię o heroicznej hrabinie ratującej męża.

Ghislaine de Féligonde została pochowana w kaplicy Feligondów w 1994 roku, na cmentarzu Logron, w wiosce nieopodal rodzinnej posiadłości Chantemesle. Północna ściana kaplicy jest porośnięta okazałymi krzewami róży noszącej jej imię. To podobno jednak nic w porównaniu z okazałym ogrodem rezydencji Chantemesle. Wielka pasją ojca Ghislaine był właśnie jego ogród, w którym miejsce znalazły dziesiątki złocistych ramblerów, wszak nosiły imię jego dziecka! Według słów córki Ghisaline – wspaniały okaz wspinał się po północnej wieży posiadłości i wielce prawdopodobne jest, że nadal tam jest.

Chantemesle i być może 'Ghislaine de Feligonde' na jednej z wież?

     Historie są zatem dwie, prawdziwa została opublikowana w magazynie „Roses Anciennes en France” w artykule napisanym na podstawie chyba jedynego wywiadu z córka Ghislaine. Wersja legendarna również została opublikowana w 1930 roku w „The Rose Manual” J.H. Nicolasa, ale Jean Turbat, wnuk hodowcy wiele lat później potwierdził wersję córki Ghislaine niwecząc tym samym ostatecznie mit odważnej hrabiny. Być może Eugene Turbat sam stworzył ubarwioną wersję historii nadania imienia swojej róży, by nieco ją rozsławić?

Eugene Turbat

Chociaż legenda o heroicznej żonie ratującej swojego męża z pola bitwy niewiele w tym przypadku ma wspólnego z prawdą, to może w dzisiejszych, pełnych pośpiechu czasach warto o niej pamiętać? Patrząc wtedy na okazały, pełen wigoru krzew ‘Ghislaine de Féligonde’ w naszym ogrodzie, uśmiech sam powinien pojawić się na twarzy, na samą myśl o oddanej ukochanemu mężowi żonie – Ghislaine.

 

Zostaw komentarz

Wszystkie pola są wymagane

Imię:
E-mail: (nie zostanie opublikowany)
Komentarz