100%

'Sweet Blondie' - czyli Słodka Blondynka i kot w worku

'Sweet Blondie' - czyli Słodka Blondynka i kot w worku

    ‘Sweet Blondie’ – to pokaźnych rozmiarów róża rabatowa belgijskiego hodowcy Martina Vissersa, który kilkanaście lat temu przebojem zjednał sobie środowisko różane, prezentując dorobek godny najlepszych hodowców. Ale zacznijmy od początku – jak zatem trafiła do nas Słodka Blondynka , bo tak w dosłownym tłumaczeniu brzmi nazwa tej odmiany i chociaż nie powinno się przekładać imion róż, w tej historii ma to istotne, a nawet kluczowe znaczenie. Podczas jednego z naszych pierwszych wyjazdów do Holandii, gdzie głównym celem jest konkurs róż w Hadze, z namiętnością godną poszukiwaczy wszelkich interesujących roślin odwiedzaliśmy znane i nie znane szkółki oraz centra ogrodnicze. Czasem wizyty były zupełnie spontaniczne, innym razem zaś starannie zaplanowane. Tak trafiliśmy do miejscowości Lottum w prowincji Limburg, nazywanej zagłębiem róż, we wschodniej Holandii, kilka kilometrów od granicy z Niemcami. Miejsce polecił nam znajomy z drugiego końca ojczyzny tulipanów wspominając o swoim koledze z okazałą szkółką róż i całkiem sporym centrum ogrodniczym. Lottum oferowało nam dodatkowe atrakcje - kameralne rosarium, w którym sadzone są tylko odmiany z certyfikatem ADR oraz… najlepszą piekarnię w tym regionie, co musieliśmy oczywiście sprawdzić osobiście, bo Holandia nie słynie z najlepszego pieczywa. Pięknie utrzymane rosarium, zasługuje na oddzielny wpis, z pewnością możemy je polecić, jeśli tylko będziecie w pobliżu. A piekarnia… i to miejsce trzeba odwiedzić osobiście i spróbować samemu bułek, bułeczek ( nieziemskie „krentenbollen” czyli maślane bułczusie z rodzynkami) , oraz wszelkiej maści ciasta, ciasteczka, torty i tarty – sława jak najbardziej zasłużona!

Lottum

Rys. 1 Lottum w holenderskiej prowincji Limburg

 Rosarium Lottum

Fot. 1 Rosarium w Lottum

                       

lottum piekarnia

Fot. 2 Słynna piekarnia w Lottum

Fot. 3 Kościół górujący nad rosarium w centrum miasta

     Odwiedziwszy zatem różany ogród i napełniwszy brzuchy jeszcze ciepłymi pysznościami, ruszyliśmy pod wskazany adres kilka kilometrów dalej. Lipcowy dzień postanowił nam nieco utrudnić zadanie windując temperaturę powyżej 30°C, ale któż by zrezygnował z nowych trofeów roślinnych? Nawet nasz wysłużony środek lokomocji w postaci średniej wielkości osobówki zdawał się rozumieć, że wszelkie protesty przy próbie spakowania kolejnych doniczek są bezcelowy i na czas podróży postanowił być z gumy. A przynajmniej bagażnik. I tak kilka minut później błądziliśmy w piekielnym upale pośród labiryntu uliczek i ścieżek na olbrzymim placu zastawionym roślinami od maleńkich bylin do drzew alejowych. Z racji różnych zainteresowań każdy obrał swoją ścieżkę i tak po chwili znalazłam się otoczona setkami, jak nie tysiącami róż ustawionymi wg bliżej nieznanego mi schematu. Nie było zatem innego wyjścia i każdą alejkę trzeba było zwiedzić, co chwila poszukując etykiet na okazałych krzewach. Temperatura zdawała się rosnąć z minuty na minutę, a alejki wyłożone kostką dodatkowo paliły stopy. Po szóstym zakręcie ( a może ósmym?) stanęłam nad kilkoma doniczkami, najwyraźniej z tą samą odmianą.. Ciemne liście, nieco błyszczące, zdecydowanie wyróżniały się swoim świeżym i zdrowym wyglądem na tle współtowarzyszy. Duży krzew, w niewielkiej jak na swoje rozmiary doniczce, co gorsze w nieco przesuszonym torfie, sprawiał wrażenie nic sobie nie robiącego z niemal afrykańskich warunków. Proste pędy, niezbyt kolczaste, dumnie utrzymywały całe zielone towarzystwo, na szycie prezentując kilka szlachetnie wyglądających pąków w kolorze kości słoniowej. Rozpoczęłam gorączkowe poszukiwania etykiety, chociaż jestem pewna, że nawet gdybym jej nie odnalazła róża ruszyłaby ze mną w drogę powrotną do kraju, a decyzja o tym zapewne została podjęta jakieś 10 metrów wcześniej, kiedy nieznajoma rzuciła mi się w oczy. Pierwsze cztery doniczki pozbawione były oznaczeń, a przemiły właściciel po ciepłym przywitaniu umknął, sprytnie chroniąc się przed upałem nie dając szansy na zapytanie o imię piękności. . Poszukiwania jednak w końcu przyniosły efekt i na ostatniej doniczce wisiała nieco sfatygowana już etykieta z nie wyraźnym, ołówkowym napisem. Ale cóż na niej wypisano? Root Dlond? Co by nie znaczyło „Dlond”, „root” po holendersku to „czerwony”, a pąki dalekie były od tej barwy. Nie, to był zły trop i kilka kolejnych również, ale ostatecznie udało mi się odszyfrować anagram… ‘ Sweet Blondie’! Ależ to nic innego jak „Słodka Blondynka”! Taka nazwa dla róży? Muszę ją mieć, chociażby z racji własnych kosmyków latem niemal białych. Rzadko mi się zdarza kupić różę dla samej nazwy, ale gdyby wyglądała najgorzej ze wszystkich, również wyruszyłaby w drogę do mojego ogrodu. Zagadką pozostaje oczywiście czy przy marnym wyglądzie bym ją wyszukała w istnym morzu róż, ale jedno było pewne - ta Blondynka jedzie ze mną! Nie wiedziałam o niej nic poza wstępnym wrażeniem, ze jest to odmiana wyjątkowo żywotna, pełna wigoru, nie miałam pojęcia jak będą wyglądać jej kwiaty. Tego dnia do gumowego bagażnika trafiła jeszcze damascenka ‘La Ville de Bruxelles’ oraz żółta odmiana róży pomarszczonej (Rosa rugosa) ‘Gelbe Dagmar Hastrup’.

sweet blondie

sweet blodnie

sweet blonide

sweet blondie

     Wszystkie rośliny dzielnie zniosły kolejne 3 lub 4 dni w samochodzie, by w końcu osiąść w naszej kolekcji. ‘Sweet Blondie’ bardzo szybko się zadomowiła, jeszcze tego samego lata ciesząc nas bujnym wzrostem, mnóstwem kwiatów i swoją niezachwianą żywotnością. Kwiaty w odcieniu ecru, licznie pojawiają się na krzewie, kwitnienie rozpoczyna się szlachetnymi, nieco szpiczastymi pąkami z których rozwijają się wyjątkowej urody kwiaty w stylu róż wielkokwiatowych, odporne na deszcz i nadmiernie palące słońce. Płatki nieco karbowane na brzegach, otaczają ciemniejszy środek o pastelowym, morelowym odcieniu. Są obdarzone delikatnym zapachem, jednak wierzcie, że zapach to ostania rzecz na jaką zwraca się uwagę przy tej róży. Okazały krzew sięgający 120-140 cm wysokości, o zwartym, gęstym pokroju obsypany kwiatami w różnym stadium rozwoju wzbudza taki zachwyt, że zupełnie zapominamy o zapachu. A jeśli przypomnimy sobie, że z silną wonią często idzie w parze słaba odporność na choroby grzybowe..tym bardziej potrzeba zapachu „Słodkiej Blondynki” wydaje się być zbędna.

Sweet blondie róża

     ‘Sweet Blondie” rośnie u nas kolejny rok, na okres zimowy jest chroniona tylko kopczykiem. Do tej pory nie ucierpiała w żaden znaczący sposób, również rok 2016/2017, w którym odnotowano mnóstwo start różanych w zasadzie nie odcisnął na niej żadnego piętna. Dziś nasza ‘Słodka Blondynka’ jest już szanowaną „Panią Blondynką” wśród ponad 500 innych odmian w kolekcji, a my śmiało możemy powiedzieć, że jest w pierwszej trójce najlepszych róż, które posadziliśmy. Warunki wzrostu są niełatwe, miejsce jest odsłonięte, smagane wichrami o każdej porze roku, a latem nie ma skrawka cienia przed palącym słońcem, a jednak wygląda na to, że ta odmiana, zdobyta zupełnie w ciemno, będąca na początku przysłowiowym kotem w worku odwdzięcza się każdego roku swoją urodą i wigorem. I nie znam nikogo, kto by po osobistym z nią poznaniu nie uległ jej słodkiemu czarowi.

Sweet blondie Designed by Freepik

Powiązane wpisy

Komentarze

  • Avatar
    Elzbieta Wasiak
    2017-05-03 21:05:28

    Przeczytałam z wielką przyjemnością. Tym większą , że własnie dziś posadziliśmy w moim niewielkim kąciku różanym, dwie młode słodkie blondyneczki, które nam pani poleciła.Mam nadzieje , ze będą dokadnie takie jak w opisie. czekam na następne różane historie. Pozdrawiam. ESW

Zostaw komentarz

Wszystkie pola są wymagane

Imię:
E-mail: (nie zostanie opublikowany)
Komentarz